Szkolenia świąteczne w Poznaniu

Do następnego szkolenia pozostał niecały miesiąc, więc wypadałoby podać jego program :) Oto on:

Szkolenia są jednodniowe. Odbędą się w dwa weekendy: 14 i 15 listopada (sobota i niedziela) oraz 5 i 6 grudnia (sobota i niedziela)

Szkolenie odbędzie się w Poznaniu w Oberży pod Dzwonkiem, przy ul. Garbary.

Zaczynamy o godz. 10.00 kończymy o ok. 18.00 – czyli 8 godzin opierniczania się 😉

Cena szkolenia: 380 zł od osoby

Każdy uczestnik dostanie na własność zestaw do pierniczenia o wartości ok 70 – 80 zł:

– 5 barwników w proszku (po 5g) i jeden w żelu (czarny)

-100 woreczków foliowych (takich, jakich sama używam do lukrowania)

– dwa pędzelki

-pisak spożywczy

-specjalny szpikulec do lukru (bardzo pomocny przy drobnych zdobieniach)

-notesik i długopis :)

– bawełniany fartuszek

– 4 małe pudełka na pierniki (od Pudełeczka na ciasteczka )

– no i hicior – dyplom od „A ja to pierniczę” :)

Poza tym w cenę wliczony jest ciepły posiłek, tzw. lunch, napoje niewyskokowe i ciacha do kawy :)

Na czas szkolenia zapewniam wszystkie niezbędne materiały – pierniczki, ręczniki papierowe, kubeczki, mikser :). Nic nie trzeba z sobą zabierać. Ale zaznaczam, że nie używam rękawów cukierniczych i tylek – zdobimy z woreczka :)

Na szkoleniu chcę zaprezentować przede wszystkim wiedzę dotyczącą:

-robienia lukru, odpowiedniej gęstości do konkretnych typów zdobień (koronka, kwiatki, wypełnianie całego ciastka).

-różnych metod suszenia

-używania barwników w proszku oraz wszystkiego, czego nauczyłam się o mieszaniu kolorów

– unikania błędów, które skutkują plamami, przebarwieniami i innymi dziwnymi niespodziankami (bo przerobiłam chyba wszystkie na własnej skórze)

– całej mojej wiedzy na ten temat – od A do Z

Poniżej plan szkolenia :)

1. Zaczniemy od cieniowanego tła:

 IMAG0492

i bałwanka:

10304703_743905872324016_7941037969933671878_n

Następnie zajmiemy się dziewuszką:)

ghjghjghj

Potem zjemy obiad :)

Następnie zajmiemy się różyczkami:

IMAG0487

oraz kolejnym bałwanem (na tym tle, które zrobiłyśmy wcześniej)

IMAG0479

A na sam koniec zostawimy sobie zabawę z przezroczystymi koroneczkami.

10896948_769278043120132_4906127084854098614_n

A jeśli wystarczy czasu i chęci, to pomalujemy sobie też gwiazdeczki:

10565025_743068122407791_1748522664470276523_n

UWAGA – mój kontakt z kursantami nie urywa się zaraz po szkoleniu. Wszystkie niejasności i wątpliwości wyjaśniam na bieżąco (lub przynajmniej się staram – ale dziewczyny jeszcze nie narzekają, więc chyba się wywiązuję).

Na jedno szkolenie mogę przyjąć maksymalnie 9 osób.

UWAGA – Szkolenie przeznaczone jest dla osób, które miały jakąkolwiek styczność z lukrem. Wiecie… Żeby nie było pytań typu „a po co to białko?” :) Chociaż ostatnio znalazło się kilka osob, które lukrują pierniczki tylko na święta :) Bardzo ładnie im poszło :)

Szkolenie jest bardzo intensywne – wszystkie uczestniczki były bardzo zmęczone ale zadowolone (przynajmniej tak mówiły) :)

PS Bardzo Was proszę o cierpliwośc – odpisuję na Wasze wiadomości najszybciej, jak mogę. W tej chwili najważniejsze są zamówienia :) Caly czas siedzę w kuchni i lukruję. Względnie piekę 😀

Piszcie na fb lub dzwońcie (telefon podany na stronie fb.

https://www.facebook.com/ajatopiernicze

Szkolenia we Wrocławiu 3 i 4 października

Miała być najpierw relacja ze szkoleń w Gdańsku i Poznaniu ale sprężam się z ostatnimi zamówieniami przed urlopem, więc wpis musi jeszcze trochę poczekać.

Poniżej znajdują się informacje dotyczące dwóch szkoleń we Wrocławiu, które odbędą się 3 i 4 października (sobota i niedziela).

Szkolenie odbędzie się w pracowni „Glinolandia” przy ul. Strzegomskiej 216.

Zaczynamy o godz. 10.00 kończymy o 18.00 – czyli 8 godzin opierniczania się 😉

Cena szkolenia: 400 zł od osoby (w Poznaniu opłata za szkolenie wynosi 380 zł. Te dodatkowe 20 zł od osoby pokrywają częśc kosztów, jakie ponoszę w związku z wyjazdem, czyli m.in. dojazd i nocleg).

Każdy uczestnik dostanie na własność zestaw do pierniczenia o wartości ok 70 – 80 zł:

– 5 barwników w proszku (po 5g) i jeden w żelu (czarny)

-100 woreczków foliowych (takich, jakich sama używam do lukrowania)

– dwa pędzelki

-pisak spożywczy

-specjalny szpikulec do lukru (bardzo pomocny przy drobnych zdobieniach)

-notesik i długopis :)

– fartuszek

– 4 małe pudełka na pierniki (od Pudełeczka na ciasteczka )

– no i hicior – dyplom od „A ja to pierniczę” :)

Poza tym w cenę wliczony jest ciepły posiłek, tzw. lunch, napoje niewyskokowe i ciacha do kawy :)

Na czas szkolenia zapewniam wszystkie niezbędne materiały – pierniczki, ręczniki papierowe, kubeczki, mikser :). Nic nie trzeba z sobą zabierać. Ale zaznaczam, że nie używam rękawów cukierniczych i tylek – zdobimy z woreczka :)

Na szkoleniu chcę zaprezentować przede wszystkim wiedzę dotyczącą:

-robienia lukru, odpowiedniej gęstości do konkretnych typów zdobień (koronka, kwiatki, wypełnianie całego ciastka).

-różnych metod suszenia

-używania barwników w proszku oraz wszystkiego, czego nauczyłam się o mieszaniu kolorów

– unikania błędów, które skutkują plamami, przebarwieniami i innymi dziwnymi niespodziankami (bo przerobiłam chyba wszystkie na własnej skórze)

– całej mojej wiedzy na ten temat – od A do Z

Poniżej plan szkolenia :)

1. Zaczniemy od polukrowania dwóch pierniczków. Będą to dwa rodzaje cieniowanego tła. Takie, jak tu:

10151178_643164225731515_869381761_n

widać te przejścia z jasnego do ciemnego koloru? oraz takie:

10690349_738062719574998_9068151627383115246_n

(chodzi mi o tło, nie o ptaki :))

Następnie zajmiemy się mychą :)

10303456_769275933120343_6595719624501971561_n

W Gdańsku udało nam się zrobić to wszystko do godziny 13.30 – o tej porze zaplanowany jest obiad.

Następnie zajmiemy się różyczkami:

wielkanoc jajka2

oraz polnymi kwiatami:

kwiatki

A na sam koniec zostawimy sobie zabawę z przezroczystymi koroneczkami. (Jak się uda, to zrobimy też pierniczki w tę lukrowaną krateczkę :) )

10896948_769278043120132_4906127084854098614_n

UWAGA – mój kontakt z kursantami nie urywa się zaraz po szkoleniu. Wszystkie niejasności i wątpliwości wyjaśniam na bieżąco (lub przynajmniej się staram – ale dziewczyny jeszcze nie narzekają, więc chyba się wywiązuję).

Na jedno szkolenie mogę przyjąć maksymalnie 9 osób.

UWAGA – Szkolenie przeznaczone jest dla osób, które miały jakąkolwiek styczność z lukrem. Wiecie… Żeby nie było pytań typu „a po co to białko?” :) Chociaż ostatnio znalazło się kilka osob, które lukrują pierniczki tylko na święta :) Bardzo ładnie im poszło :)

Szkolenie jest bardzo intensywne – wszystkie uczestniczki były bardzo zmęczone ale zadowolone (przynajmniej tak mówiły) :)

Zapisy zacznę przyjmować od wtorku 28 lipca.

I na koniec pytanie – czy będą chętni na szkolenie w Poznaniu? Mam ochotę zorganizować jeszcze jedno czy dwa , ale nie wiem, czy ktoś reflektuje… Może wrzesień? A potem listopad? W listopadzie chciałabym poprowadzić trochę warsztatów, ale to na razie luźne myśli. Tymczasem mamy lato, 30 stopni na dworze i perspektywę zbliżającego się urlopu. Przynajmniej ja 😉

PS Bardzo Was proszę o cierpliwośc – odpisuję na Wasze wiadomości najszybciej, jak mogę. W tej chwili najważniejsze są zamówienia :) Caly czas siedzę w kuchni i lukruję. Względnie piekę 😀

Do zobaczenia we Wrocławiu!!!

Pierniczek w łączkę

Czy ktoś jeszcze pamięta moje „łąkowe” pierniczki? Wzór opracowała Bella Baking, na jednym ze swoich pięknych tortów, a ja przeniosłam go na pierniczki. Wzór Belli jest perfekcyjny – malowane tło i trójwymiarowe kwiaty – cuda. Ja postanowiłam to trochę uprościć i stworzyć calość z lukru królewskiego.

Dziś wykonywałam pierniczki – podziękowania, właśnie z tym motywem i pokusiłam się o zrobienie krótkiego instruktażu :)

Wzór jest dość prosty – wykonujemy go w dwóch podejściach tło – suszenie – detale – suszenie). Ale, by efekt był jak najlepszy, musimy zrobić lukier w kilku kolorach (a to jest to, czego nie lubimy – mieszanie, farbowanie, nakładanie do woreczków, mieszanie, farbowanie, nakładanie… ręce się rwą do malowania a tu jeszcze dobre pół godziny z mikserem…).

Wzór jest bardzo wdzięczny. Jak już mówiłam – nie wymaga od nas większych umiejętności :) Ładnie wygląda na wielkim pierniku, jak i na tych mniejszych (ale na tycich pięciocentymetrowych raczej nic nie ukulacie…).

Dosyć marudzenia, jedziemy.

Jakiego lukru użyłam?

-gęsty:

biały, czerwony, żółty, niebieski

-rzadszy (do wypełnienia):

jasnozielony, ciemnozielony, jasnoniebieski, biały

Na początku wybieramy pierniczek. Wycieramy go papierowym ręcznikiem (od spodu też!) – pozbywamy się w ten sposób mąki i okruszków. Wybrałam okrągły pierniczek o średnicy ok 9 cm).

laczka1

Następnie robimy ramkę z gestego lukru (jej zadaniem jest powstrzymanie lukru przed spłynięciem).

laczka2

Mniej więcej w połowie zaznaczamy „horyzont” dół pierniczka pokrywamy jasnozielonym lukrem a górę – niebieskim.

lączka4

Teraz dodajemy trochę chmurek na niebie – rzadki, biały lukier – kilka kresek wystarczy:

lączka5

I rozsmarowujemy go w poziomie używając szpikulca lub zwykłej wykałaczki. Dzięki temu, niebo wygląda bardziej realistycznie.

lączka6

Aby zaznaczyć horyzont, używamy ciemnozielonego lukru. Tworzymy nieregularną linię (wyobrażającą drzewa i krzewy w dali). Na samej łące możemy zrobić kilka delikatnych kreseczek – stworzymy wrażenie różnorodności (możemy użyć nawet kilku odcieni zieleni – warto to zrobić na większym pierniczku, gdzie możemy pobawić się takimi detalami).

lączka7

Pierniczek zostawiamy do całkowitego wyschnięcia.

Teraz sadzimy kwiatki :) Chodzi o to, by stworzyć wrażenie, że łąka jest duża, sięga aż po horyzont. Czyli musimy pobawić się perspektywą :) Ja zawsze zaczynam od dołu – czyli od tych kwiatków, które są „najbliżej”.

lączka8

Następnie dodaję kolejny rząd, mniejszych kwiatków.

lączka9

I kolejny…

lączka10

Na końcu kwiatki wyglądają, jak małe kropeczki. Dodaję też chmurki (tamte pierwsze właściwie wystarczą, ale jeśli można pobawić się efektem 3D, to dlaczego marnować taką okazję i rezygnować z tego?).

lączka12

I gotowe :) Ania z Anipasje robi podobne pierniczki, choć w innym klimacie i dodaje jeszcze żółte słoneczko, drzewka i kilka innych detali, co wygląda naprawdę pięknie. Jednym słowem – jest to wzór, którym można się bawić. Możemy puścić drogę przez środek łąki, albo rzeczkę. Albo posadzić drzewo. A kto powiedział, że łąką ma być płaska? Pagórki wyglądałyby tu naprawdę ślicznie. Jakaś chatka, krowa, kura… :)

A może samolot? No dlaczego nie :)

lączka przykład

Jestem właśnie w trakcie tworzenia kilku nowych widoczków, ale te pokażę na swojej stronie na facebooku A ja to pierniczę.

Tymczasem… Tworzą się jeszcze trzy wpisy. Powooooli. Ale ja już tak mam 😛

Pa, pa!!!

Elegancki pierniczek – plakietka

Chciałabym pokazać Wam bardzo proste ale dość efektowne zdobienie. W tym przykładzie bazowałam na dwóch kolorach (łososiowy podkład i białe zdobienie), ale możecie użyć innych kolorów (np. różowe lub czerwone różyczki i zielone listki oraz zawijaski).

Różyczki widziałam pierwszy raz u Sugarbelle później u Beaty z Pierniczków do zadań specjalnych. Wcześniej też robiłam podobne kwiatuszki, ale nie wiedziałam, że to różyczki i nie wychodziły mi tak ładnie, jak wyżej wymienionym :)

Do rzeczy :)

1. Zaczęłam od wypełnienia tła pierniczka. Zostawiłam na kilka godzin do całkowitego wyschnięcia.

1

2. Następnie białym lukrem dodałam kilka kółek różnej wielkości (żeby było bardziej różnorodnie – niektóre różyczki jeszcze nie rozkwitły :P) Bardzo łatwe, prawda? Uwaga, starajcie się dodać te kółeczka jak najbliżej środka. Ja robię to tak, że kładę najpierw jedną kropkę. Obracam pierniczek o 180 stopni i widzę, że jest jednak za nisko i za bardzo w lewo, więc dodaję następną trochę niżej i z prawej strony. Znów obracam i widzę, że mogę dodać więcej kropek z lewej itd. Jeśli patrzymy na pierniczek z jednej perspektywy, możemy nie wycelować w środek.  Mnie się to rzadko udaje. Zazwyczaj wyjeżdżam za bardzo w górę i w prawo :) Dlatego ten sposób z obracaniem pierniczka bardzo pomaga.

Hm, rozpisuję się, jak przy pracy mgr…

2

3.  Po nałożeniu kółek, które będą różyczkami, zajęłam się „gałązkami” i listkami. Kropeczki dodałam, bo lubię :)

3

4. I teraz tworzymy różyczki :) Na kółka (które już wyschły) nałożyłam zagzakowatym ruchem „płatki” (autokorekta podkreśla mi słowo „zygzakowatym”, ale jak inaczej to określić? ). Należy uważać, żeby kreski nie zlały się.

5

5. Dodałam potrójną falbankę dookoła, dzięki czemu cały wzór wygląda na bardziej skomplikowany 😛

6

6. Kropeczki w załamaniach falbanki zakryły brzydkie połączenia. I gotowe!

7

A tak wygląda w towarzystwie sobie podobnych (zdjęcie robione następnego dnia przy oknie i lampie, bo przecież padał deszcz):

DSC_0445

No i nadszedł moment publikacji wpisu i zaczęłam się zastanawiać, czy to zrobić. Wzór jest prosty a pierniczek, po dokładniejszym przyjrzeniu się, wcale nie powala pięknem…

Problem w tym, że akurat przy ozdabianiu tych pierniczków miałam czas na robienie zdjęć :) I zrobiłam je od początku do końca za dnia, co się bardzo rzadko zdarza w moim przypadku :)

Może następny będzie lepszy :) I oby był wcześniej, niż za ruski rok 😛

Zapraszam na moją stronę na facebooku :)

Ania

Szkolenie w Poznaniu i Gdańsku

Tak, jak obiecywałam – jeśli pierwsze szkolenie się uda, będą następne. Z tego, co mówiły uczestniczki – było dobrze :) To jedziemy dalej.

W najbliższym czasie planuję szkolenia w Poznaniu i Gdańsku (szczegóły za chwilę). Na jesieni mam zamiar jechac do Katowic i/lub Wrocławia. Warszawa też musi poczekac na jesień. Poza tym, więcej szkoleń w tym roku na razie nie planuję.

A teraz konkrety :)

Terminy najbliższych szkoleń:

Poznań – 7 czerwca (niedziela) o godz. 10.00 w Oberży pod Dzwonkiem

Gdańsk – 11 lipca (sobota, godz. 10.00  w pracowni rękodzieła „Mróweczka” —> http://www.mroweczka.eu

Gdańsk – 12 lipca (niedziela) (j.w.)

Nazwa szkolenia „Piernikowe lato”

Czas trwania szkolenia – 8-10 godzin

Cena szkolenia: 380 zł od osoby – Poznań i 400 zł od osoby  – Gdańsk

Każdy uczestnik dostanie na własność zestaw do pierniczenia o wartości ok 70 zł:

– 5 barwników w proszku (po 5g) i jeden w żelu (czarny)

-100 woreczków foliowych (takich, jakich sama używam do lukrowania)

– dwa pędzelki

-pisak spożywczy

-specjalny szpikulec do lukru (bardzo pomocny przy drobnych zdobieniach)

-notesik i długopis :)

– fartuszek

– 4 małe pudełka na pierniki (od Pudełeczka na ciasteczka ) i woreczki celofanowe

– no i hicior – dyplom od „A ja to pierniczę” :)

Poza tym w cenę wliczony jest ciepły posiłek, tzw. lunch, napoje niewyskokowe i ciacha do kawy :)

Na czas szkolenia zapewniam wszystkie niezbędne materiały – pierniczki, ręczniki papierowe, kubeczki, mikser :). Nic nie trzeba z sobą zabierać. Ale zaznaczam, że nie używam rękawów cukierniczych i tylek – zdobimy z woreczka :)

Na szkoleniu chcę zaprezentować przede wszystkim wiedzę dotyczącą:

-robienia lukru, odpowiedniej gęstości do konkretnych typów zdobień (koronka, kwiatki, wypełnianie całego ciastka).

-różnych metod suszenia

-używania barwników w proszku oraz wszystkiego, czego nauczyłam się o mieszaniu kolorów

– unikania błędów, które skutkują plamami, przebarwieniami i innymi dziwnymi niespodziankami (bo przerobiłam chyba wszystkie na własnej skórze)

– całej mojej wiedzy na ten temat – od A do Z

Jakie wzory będziemy robić?

1. Cieniowane TŁO – jak zrobić płynne przejścia (takie, jak tu:

10151178_643164225731515_869381761_n

widać te przejścia z jasnego do ciemnego koloru? oraz takie:

10690349_738062719574998_9068151627383115246_n

(chodzi mi o tło, nie o ptaki :))

2. Serduszka z półprzezroczystą koronką

10896948_769278043120132_4906127084854098614_n

(Uczestnicy dostaną pierniczki z gotowym, wyschniętym tłem).

3. Kwiatki

kwiatki

(To też będziemy lukrowac na gotowych tłach).

4. I różyczki na mokro :)

wielkanoc jajka2

5. A na deser… Myszka Minnie :)

10303456_769275933120343_6595719624501971561_n

Czyli jak przenieść wzór na pierniczek i jak opanować te mocne kolory :)

UWAGA – mój kontakt z kursantami nie urywa się zaraz po szkoleniu. Wszystkie niejasności i wątpliwości wyjaśniam na bieżąco (lub przynajmniej się staram – ale dziewczyny jeszcze nie narzekają, więc chyba się wywiązuję).

Na jedno szkolenie mogę przyjąć maksymalnie 9 osób.

UWAGA – Szkolenie przeznaczone jest dla osób, które miały jakąkolwiek styczność z lukrem. Wiecie… Żeby nie było pytań typu „a po co to białko?” :)

Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić :)

Zapisy zacznę przyjmować od poniedziałku 4 maja od 12.00 (może to trochę śmieszne, ale ostatnio miejsca rozeszły się w godzinę i miałam później kilka wiadomości o rozżalonych osób, które nie wiedziały o zapisach… Mam nadzieję, że tym razem zbiorę w ogóle odpowiednią liczbę kursantów :P) do wyczerpania miejsc.

I to by było na tyle :)

Do zobaczenia w Poznaniu i Gdańsku :)

Relacja ze szkolenia czyli pierwsze koty za płoty

Uf… Już po wszystkim. Udało się (chyba?). Czekam na prawdziwy feedback, bo aż nie chce mi się wierzyć w zapewnienia dziewczyn, że było wspaniale :)

Pamiętacie te szkolne sytuacje, gdy trzeba było zorganizować wycieczkę/szkolną dyskotekę/zbiórkę klasową itd? W takich sytuacjach klasa dzieliła się na tych, którzy wyrywali się, pełni zapału i gotowi do działania oraz na tych, którzy spuszczali głowy i udawali, że to ich w ogóle nie dotyczy. No więc :D… Ja ZAWSZE należałam do tej drugiej grupy :)

A tu takie coś spadło mi na głowę. I najbardziej jestem dumna z tego, że udało mi się to wszystko zorganizować (ja załatwiam salę?! zamawiam obiady? UMAWIAM się z kimś?). Mniejsza. Czekacie na relację ze szkolenia.

Tak, jak w tytule  – pierwsze koty za płoty. W czasie pierwszego szkolenia wypłynęło kilka rzeczy, które zmienię przed organizacją następnego. Przede wszystkim mam teraz jakieś pojecie o tym, ile potrwa – 8 godzin to trochę za mało. Następne planuję na 10 godzin lub… okroję materiał szkoleniowy.

Akcesoria i barwniki, które uczestniczki otrzymały, przydały się w trakcie szkolenia i, mam nadzieję, będą przez nie często używane.

 akcesoria

A dostaniemy pudełeczka?

Za główny cel szkolenia postawiłam sobie przekazanie uczestniczkom całej mojej wiedzy na temat lukru, ozdabiania itd. Myślę, że się udało. A jeśli czegoś nie zdążyły zanotować  – nic straconego, bo pozostajemy w stałym kontakcie :)

Nie robiłam zbyt wielu zdjęć w trakcie szkolenia, bo nie było na to czasu – dziewczyny szły, jak burza i cały czas miałam coś do zrobienia :) Luuuubię takie akcje :)

Ale coś tam udało mi się uchwycić.

Trochę wolnego czasu miałam, gdy uczestniczki ozdabiały koronkowe serduszka – wciągnęło je to tak, że tylko Agnieszka i Ewa zapozowały ładnie do zdjęcia.

stół

Mam chyba za małą dziurkę…

Zbliżenie na piękne pierniczki Ewy:

twórczy chaos

Ania, jak to było? Od dołu do środka i w lewo?

Aha i to wcale nie jest bałagan, tylko twórczy chaos. Jeśli jest wśród Was ktoś, kto jeszcze się w to nie bawił, niech sobie nie myśli, że te piękne ciasteczka powstają w uporządkowanej kuchni z doniczką lawendy na parapecie i ewentualnie filiżanką kawy na stole. Nie. Najlepsze ciasteczka powstają w oku cyklonu (chociaż tam jest podobno spokojnie  kto oglądał Twister’a?). W każdym razie, po skończonej pracy, kuchnia zawsze wygląda, jakby przeszedł przez nią tajfun. Albo jeden trzylatek, jak wolicie. Bez różnicy, nie? :)

W każdym razie zdjęcie grupowe postanowiłyśmy zrobic na tle tych pięknych koronek (to najbardziej wyszczerzone to ja):

grupowe

Ale nam ładnie w tych fartuszkach :)

Bardzo dziękuję Agnieszce K., Marcie, Magdalenie Ch., Magdalenie N., Karolinie, Dorocie, Ewie, Agnieszce G.-R. i Małgosi – byłyście moją najlepszą grupą szkoleniową 😉 A tak na serio, to na zawsze pozostaniecie w moim sercu, bo pierwszy raz jest niezapomniany 😉

Poza tym bardzo dziękuję Pani Oli za udostępnienie tej pięknej sali oraz za pyszny obiadek. A Sylwii i Kindze za pomoc :)

Następne szkolenie też będzie w Oberży pod Dzwonkiem – ustalimy termin z panią Olą i ruszą zapisy. Co do innych miast – muszę znaleźć odpowiednią salę – z dostępem do bieżącej wody i niezbyt drogą, żebym nie musiała podnosić ceny szkolenia.

I to tyle. Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że tyle dziewczyn przyjechało z tak daleka, by posłuchać tego, co mam do powiedzenia.

:)

Ciasteczko komunijne – jak to zrobic?

Cześc! Nie udzielam się tu tak często, jakbym tego chciała, ale sami wiecie… czas, czas, czas :)

Dziś chciałabym pokazać Wam, jak przenieść prostą grafikę (tutaj sylwetkę dziewczynki) na lukier.

Do dzieła :)

Najpierw wyszukujemy sobie odpowiednią grafikę, zapisujemy na komputerze i drukujemy. Wielkość obrazka możemy sobie dopasować w bardzo profesjonalnym programie graficznym, który nazywa się Paint :)

Następnie obrazek wycinamy. Należy zwrócić szczególną uwagę na twarz – wystarczy krzywy nos czy dłuższy podbródek i wychodzi nam baba jaga 😛

jeden

Wymyśliłam sobie pierniczek z modlącym się dzieckiem z aureolką wokół główki. Aureolka ma być „wtopiona” w tło. Żeby wiedzieć, gdzie ją dokładnie umiejscowić, położyłam wyciętą postać dziewczynki na pierniczki i szpikulcem (może byc zwykła igła) zaznaczyłam delikatnie aureolkę.

dwa

Następnie polukrowałam pierniczek na różowo, zostawiając miejsce na aureolkę i od razu wypełniłam ją lukrem, w kolorze zbliżonym do złotego (mieszanka żółtego, czerwonego i odrobiny niebieskiego). Niestety dopiero po fakcie stwierdziłam, że kolory są jednak trochę za ciemne. Radzę użyć delikatniejszych :)

trzy

cztery

Pozostawiamy pierniczek do wyschnięcia na kilka godzin. Musi byc wyschnięty na amen 😉

Następnie odrysowujemy szpileczką lub szpikulcem postać dziewczynki. Ale DELIKATNIE! Chcemy tylko zaznaczyć ogólny zarys postaci. Jeśli dociśniecie narzędzie mocniej, zrobi się odprysk.

Widać?

piec

A teraz coś, co wydawało mi się być taaaakim świetnym pomysłem… Aureolkę pokryłam jadalnym, złotym brokatem. Ale niestety efekt skrzenia (lśnienia, poświaty) jest marny a brokat tylko niepotrzebnie przyciemnił lukier.

Aha, brokat rozpuszczamy w niewielkiej ilości wysokoprocentowego alkoholu – najlepiej w wódce. Kiedyś rozpuszczałam go w spirytusie, ale po pierwsze za szybko wyparowywał i brokat wysychał mi w pojemniczku a po drugie od samych oparów można złapać promili. Więc spirytus nie :) Z drugiej strony brokatu nie rozprowadzamy w wodzie właśnie dlatego, że nie wyparowuje, tylko wsiąka w lukier, co się kończy nieciekawie. Można nałożyć sam brokat, ale wtedy wystarczy tylko lekkie westchnienie, by drań uleciał jak sen złoty (sic!).

O czym ja to… Aha. Z brokatu radzę zatem zrezygnować, bo po nałożeniu piernik wygląda tak:

szesc

Jeśli go jednak nałożycie, odczekajcie chwilę, aż wyschnie. Sprawdźcie paluszkiem, czy się nie rozmazuje. I jeśli nie, możecie nakładać lukier. Najpierw kontur gęstszym lukrem a następnie wypełnienie rzadszym. Trzeba działać szybko, żeby kontur był jak najmniej widoczny.

siedem

Później wystarczy ozdobić resztę pierniczka i gotowe :) Nie muszą to być takie zawijaski, użyjcie wyobraźni i z mojego pierniczka zróbcie coś po swojemu. Wtedy można nazwać to inspiracją a nie kopią 😉

osiem

Po wyschnięciu postaci dodałam jeszcze różaniec i wianuszek.

komunia

Spróbujcie i pochwalcie się swoimi dokonaniami na moim facebookowym profilu :) A ja to pierniczę.

Pierwsze szkolenie

Dłużej już nie mogę zwlekać, wszystko załatwione, klamka zapadła. To będzie moje pierwsze szkolenie i mam nadzieję, że nie ostatnie.

Co jest celem szkolenia? Nie będzie to nabycie umiejętności. Dlaczego? No dlatego, że umiejętności zdobywa się poprzez częste ćwiczenia.

Moim celem będzie przekazanie całej WIEDZY o lukrze i ozdabianiu pierniczków, którą z mozołem zdobywałam w ciągu ostatnich lat. Wszystko pokażę, poprowadzę za rękę, jeśli trzeba. Cierpliwość mam – udzielałam korepetycji z niemieckiego. M.in. gimnazjalistom:) Tak, że… No cierpliwość do uczniów mam :)

Dobra, konkrety.

Nazwa szkolenia „Wiosna w pie(ka)rnikach”

Czas i miejsce: 19 kwietnia 2015r (niedziela) o godz. 10.00 w Oberży pod Dzwonkiem w Poznaniu (w pobliżu Starego Rynku, przy skrzyżowaniu ul. Garbary i ul. Wodnej).

Czas trwania szkolenia – na razie nie wiem… Szacuję 5 może 6 godzin. Może dłużej?! Po pierwszym szkoleniu będzie bardziej konkretnie.

Cena szkolenia: 380 zł od osoby.

Każdy uczestnik dostanie na własność zestaw do pierniczenia o wartości ok 50 zł:

– 5 barwników w proszku (po 5g) i jeden w żelu (czarny)

-100 woreczków foliowych (takich, jakich sama używam do lukrowania)

– dwa pędzelki

-pisak spożywczy

-specjalny szpikulec do lukru (bardzo pomocny przy drobnych zdobieniach)

-notesik i długopis :)

– no i hicior – dyplom od „A ja to pierniczę” :)

Poza tym w cenę wliczony jest posiłek, tzw. lunch i napoje niewyskokowe :)

Na czas szkolenia zapewniam wszystkie niezbędne materiały – pierniczki, ręczniki papierowe, kubeczki, mikser :). Nic nie trzeba z sobą zabierać. Ale zaznaczam, że nie używam rękawów cukierniczych i tylek – zdobimy z woreczka :)

Na szkoleniu chcę zaprezentować przede wszystkim wiedzę dotyczącą:

-robienia lukru, odpowiedniej gęstości do konkretnych typów zdobień (koronka, kwiatki, wypełnianie całego ciastka).

-różnych metod suszenia

-używania barwników w proszku oraz wszystkiego, czego nauczyłam się o mieszaniu kolorów

– unikania błędów, które skutkują plamami, przebarwieniami i innymi dziwnymi niespodziankami (bo przerobiłam chyba wszystkie na własnej skórze)

– całej mojej wiedzy na ten temat – od A do Z

Jakie wzory będziemy robić?

1. Cieniowane TŁO – jak zrobić płynne przejścia (takie, jak tu:

10151178_643164225731515_869381761_n

widać te przejścia z jasnego do ciemnego koloru? oraz takie:

10690349_738062719574998_9068151627383115246_n

(chodzi mi o tło, nie o ptaki :))

2. Serduszka z półprzezroczystą koronką

10896948_769278043120132_4906127084854098614_n

(Uczestnicy dostaną pierniczki z gotowym, wyschniętym tłem).

3. Kwiatki

kwiatki

(To też będziemy lukrowac na gotowych tłach).

4. I różyczki na mokro :)

wielkanoc jajka2

5. A na deser… Myszka Minnie :)

10303456_769275933120343_6595719624501971561_n

Czyli jak przenieść wzór na pierniczek i jak opanować te mocne kolory :)

Na szkolenie mogę przyjąć maksymalnie 8 osób. Minimum to 4 osoby. Jeśli do końca marca będzie mniej chętnych… Pomyślę i zmodyfikuję program.

UWAGA – Szkolenie przeznaczone jest dla osób, które miały jakąkolwiek styczność z lukrem. Wiecie… Żeby nie było pytań typu „a po co to białko?” :)

Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić :)

Zapisy zacznę przyjmować od środy 11 marca do wyczerpania miejsc lub do 12 kwietnia.

Aha. Myślę też nad warsztatami dla początkujących. Takich raczej na zasadzie relaksu :) Ale o tym później. Szkolenia w innych miastach będą, jeśli będą chętni, ale najpierw muszę przeprowadzić pierwsze szkolenie i wyciągnąć wnioski :) Musi byc wszystko tip top :)

PS Nie macie pojęcia, jak się stresuję tą sytuacją O_o

Lukier królewski

Dawno, dawno temu… Dokładnie przed 175 laty, 10 lutego 1840 roku, odbył się ślub Wiktorii, Królowej Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii z Albertem, znanym później jako… książę- małżonek :) Ważki ten fakt uczczony został m.in. 136-kilogramowym tortem. Lecz nie wielkośc wypieku ma tu dla nas znaczenie, a… lukier, którym go przyozdobiono. Odbył on wówczas swoją ogólnoświatową premierę. Stąd też jego nazwa – lukier królewski (ang. royal icing).

Składniki, z których jest zrobiony lukier, nie są żadną tajemnicą. Mimo to wiele osób ma z nim problemy.

Jak przypomnę sobie swoje początki w tej dziedzinie… Eh. Uczyłam się na własnych i cudzych błędach, zmarnowałam setki jajek, przekarmiłam dzieci „nieudanymi” pierniczkami (Co zaskutkowało lekkim uzależnieniem – bo przecież pytanie co rano „Mamo, dasz mi pierniczka?” NIE JEST normą!) i chyba doszłam do jako takiej wprawy. Ale wciąż się uczę, bo co i rusz zaskakuje mnie ta mieszanina białek, cukru pudru i soku z cytryny…

Chciałam podac Wam dokładny przepis na lukier. I zatrzymałam się na samym początku. Wiecie, tam gdzie należy podac proporcje.

NIE WIEM ile gram, ile mililitrów… Jako miary, używam oka 😛 Poza tym nie liczą się proporcje, bo wszystko rozbija się o jajka (rozumiecie? rozbija się! aaaaha, ha, ha… ehm, przepraszam…). Bo każde jajko jest innej wielkości. Nawet jeśli są względnie standaryzowane (S,M,L), to i tak nie wiemy, ile białka jest w każdym jajku, bo używamy tylko białek (WŁAŚNIE – jeśli ktoś ma jakieś przepisy na wykorzystanie żółtek i nie są to pączki, to błagam, podeślijcie. Bo ja te żółtka… no, czasem wyrzucam. A  jestem z Poznania, więc wiecie… boję się, że w końcu uschnie mi ręka od tego marnotrawstwa. – edit – problem rozwiązany – kupuję pasteryzowane białko w kartoniku – „Eifix”).

Do rzeczy (wiem, wiem, na fb nie jestem gadułą, a tu proszę – wychodzi moje wielkie, rozpasane ego i GADA). Będę się streszczac.

 

lukier1

Składniki:

Białko z jajka (Edit 02.06.2015r. – od kilku tygodni używam pasteryzowanego białka w płynie Eifix – można kupić na allegro :) )

cukier puder

opcjonalnie sok z cytryny i barwniki

 

Przesiewamy cukier puder do miski – ważne, by nie było w nim grudek. Następnie do suchego (!), wysokiego naczynia wlewamy białko (nie może byc w nim ani odrobiny żółtka!), dodajemy kilka łyżek cukru pudru  (i kilka kropel soku z cytryny) i miksujemy na najniższych obrotach. Chwilę, żeby się wymieszało. Stwierdzamy, że lukier jest za rzadki, leje się okropnie, dodajemy cukru pudru, miksujemy. Jeśli masa ma gęstosc (oho, robi się trudno, bo JAK TO OPISAC?!) jogurtu, ubijamy dalej – aż zrobi się biała i kremowa. To trwa kilka sekund, moze pół minuty. Nie chcemy robic z tego bezy, nie może byc bardzo ubite. I… No i już. Czekamy chwilę (minutę), aż bąbelki wypłyną na wierzch, mieszamy i gotowe. Lecimy robic koronki z lukru, kwiatki z lukru, domki z lukru (TAK – są ludzie, którzy robią domki, nie z piernika a z lukru!).

A teraz- jak osiągnąc pożądaną gęstośc lukru? Rozrzedzamy białkiem, NIGDY wodą. A zagęszczamy poprzez dodanie cukru pudru.

Lukier nie ma jednej, idealnej gęstości.

Gęstego używamy do tworzenia konturów i misternych wzorów (nie zlewa się, zasycha szybko)…

lukier2

…a rzadszego do pokrywania większych powierzchni – nie zastyga zaraz po wyciśnięciu z woreczka, tylko rozpływa się i daje się łatwo rozprowadzic na pierniczku:

 

lukier3

Widząc powyższe zdjęcie mam ochotę chwycic wykałaczkę lub inny pędzelek i zamerdac w tym lukrze, żeby ładnie go rozprowadzic :)

Co do gęstości lukru – niestety nie umiem DOKŁADNIE odpowiedziec na pytanie, jak gęsty ma byc lukier do robienia np. krateczki czy falbanki. Ponieważ to ma byc gęstośc idealna dla Was. Sami zobaczycie, z jakim lukrem pracuje się Wam najlepiej. Jak to wyglądało u mnie (przynajmniej na początku)? Mieszam lukier, wkładam do woreczka, siadam, zabieram się za lukrowanie. Za gesty, rwie się, zastyga za szybko. Wstaję, wylewam lukier z woreczka, dodaję białka, mieszam… chyba dobre… Wlewam do woreczka, siadam, zabieram się za lukrowanie. Za rzadki. Zlewa się wszystko. Wstaję, wylewam lukier z woreczka… A JA TO PIERNICZĘ!!!

Cóż… Początki bywają trudne i nie od razu Rzym zbudowano. Ale nie poddajemy się, lukrujemy dalej, a jak coś się nie uda, to (wierzcie mi) zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie wręcz czyhał na naszą porażkę, czyt. pierniczek do zeżarcia. Ewentualnie możemy nimi karmic gołębie albo kury (Czujecie? Kury karmione piernikami znosiłyby jajka o korzennym aromacie i lukier podkreślałby piernikowatośc piernika! – muszę to sprawdzic. Tylko zdobędę jakąś kurę. Ktoś, coś?).

Na dziś to tyle. Mam nadzieję, że się podobało. W przyszłości będę tu zamieszczac trochę nowych wzorów, czasami jakieś wskazówki, jak wykonac to czy owo (cały czas mówimy o lukrze królewskim), no będę się starac, by ten blog żył. Nie, nie będę się starac – zrobię to :)

PS dla uważnych – tak, w całym tekście nie mam litery „ć” – tę jedną musiałam wkleic. Zna się ktoś na komputerach? Bo mi tu „ci” nie wchodzi…

Do zobaczenia!

Pierniczki dekoracyjne

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki
Ok